czwartek, 21 sierpnia 2014

LBA+kilka informacji

Zostałam nominowana do LBA!
Za nominację dziękuję:
Veronica Blanco [Klik]

1.Jak na prawdę masz na imię?
Katarzyna Anna, jednakże wolę jak się na mnie mówi Anna

2.Ile masz lat?
16

3.Jakie masz hobby?
Pisanie i gra w siatkówkę

4.Dlaczego założyłaś bloga?
Od dawna piszę, chciałam spróbować czegoś nowego i zobaczyć czy komuś to się podoba

5.Kim chcesz zostać w przyszłości?
Dziennikarką

6.Jakiej muzyki słuchasz?
Tutaj trudno mi powiedzieć, słucham wszystkiego co wpadnie mi w ucho

7.Ulubiona piosenka z serialu?
Wszystkie lubię, ale najbardziej to Voy por ti Leosia ♥

8.Ulubiony aktor?
Leonardo DiCaprio

9.Czytasz mój blog?
Staram się

10.Od kiedy piszesz?
Od ponad roku

A teraz nominacja od:
Marceli i xOliwcia [Klik]

1.Jak masz na imię?
Katarzyna Anna

2.Masz zwierzaka?
Tak

3.Ile masz lat?
16

4.Jak postać z Violetty jest twoją ulubioną?
Zdecydowanie Leoś

5.Jaki parring z Violetty jest twoim ulubionym?
Leonetta i Fedemiła ♥

6.Ile czasu zajmuję Ci pisanie rozdziału?
Gdy mam wenę, to wystarczy kilka godzin i jest rozdział, ale to rzadkość
Przeważnie dzień, ewentualnie kilka dni

7.Dlaczego opowiadanie akurat o Violettcie?
Hmmm... sama nie wiem

8.Twoja największa pasja?
Raczej pisanie

9.Co sądzisz o miłości?
To niezwykłe uczucie, którym darzymy osobę która jest dla nas ważna

10.Twoja mocna strona?
Jestem otwarta na nowe znajomości i zawsze staram się mówić prawdę

11.Co najbardziej cenisz Sobie w ludziach?
Szczerość


Bardzo wam dziękuję za nominację!
Ja niestety nie nominuję nikogo ;/

Teraz kilka informacji 
Moje plany się zmieniły i jutro wyjeżdżam, dlatego też nie mam pojęcia kiedy pojawił się rozdział.
Może dziś, jeśli złapie mnie wena, a jeśli nie to prawdopodobnie jak wrócę. 

Druga informacja to tak że założyłam bloga [Klik]
Bardzo serdecznie was na niego zapraszamy!
To by było na tyle, życzę wam udanej końcówki wakacji!

Ciao! 

wtorek, 19 sierpnia 2014

Rozdział 3~Pechowy dzień


 Jak zawsze obudziłam się o godzinie ósmej. Usiadłam na łóżku, leniwie się przeciągając, wstałam i podreptałam do łazienki w której wykonałam wszystkie poranne czynności. Gdy skończyłam, poszłam do garderoby. Przez kilka minut zastanawiałam się w co się ubrać. Postanowiłam że będzie to zwiewna różowa sukienka, w końcu idę dziś zanieść podanie do mojej wymarzonej pracy, więc muszę jakoś wyglądać. Gdy tylko założyłam na siebie wcześniej przygotowany strój, powędrowałam do łazienki, w której zrobiłam lekki makijaż i ułożyłam włosy. Poszłam do kuchni, zaparzyłam sobie zwykłą czarną, moją ulubioną kawę. Gdy zaczęłam pić, zaczął dzwonić dzwonek do drzwi, szybko postawiłam kubek i pobiegłam zobaczyć kto to. Moim oczom ukazał się listonosz, wręczył mi białą kopertę, wróciłam do kuchni. Gdy odkładałam kopertę na stół, kubek z kawą się przechylił i jego zawartość znalazła się na mojej sukience.
-Cholera!- krzyknęłam wkurzona
Szybko pobiegłam do garderoby, stanęłam przed nią, szeroko ją otwierając. Postanowiłam że założę znów sukienkę, także zwiewną ale w kwiaty i na to jeansową, króciutką, różową kurteczkę. Włosy zostawiłam tak jak był, a na nogi włożyłam buty na koturnie. Do małej torebki wrzuciłam mojego białego iPhone, klucze, chusteczki higieniczne i podanie. Wyszłam z domu, zamykając go na klucz. Zeszłam po schodach na sam dół, gdy byłam przy samych drzwiach wyjściowych omal się nie przewróciłam. Ten dzień naprawdę jest już od samego początku pechowy. Postanowiłam że do biurowca pójdę pieszo. Szłam przez piękny park, przyglądałam się dzieciom bawiącym się w Fontanie. Nawet nie zauważyłam kiedy z kimś się zderzyłam. Zamknęłam oczy i byłam gotowa na upadek ale nic się takiego nie wydarzyło. Otworzyłam oczy i zorientowałam się że leżę w ramionach jakiegoś chłopaka. Znów, wczoraj Tomas a dziś sama nie wiem kto.
-Nic Ci nie jest? –zapytał
-Nie-odpowiedziałam szybko wyswobadzając się z jego uścisku
-Przepraszam nie zauważyłem Cię-powiedział lekko się uśmiechając
-Nic się nie stało-odwzajemniłam jego uśmiech
-Jestem Federico, a ty?
-Violetta
-Ładne imię-powiedział a ja się zarumieniłam i spuściłam głowę na dół
-Dziękuję, przepraszam Cię ale bardzo się śpieszę
Nie czekałam na jego odpowiedź tylko ruszyłam przed siebie. Byłam już bardzo blisko biurowca. W końcu będę mogła się wykazać w obliczaniu rachunków itp. Jeśli mnie tam przyjmą będę księgową, od dawna tym się zajmuję, oprócz tego uwielbiam też tańczyć. No ale niestety nie mam gdzie się rozwijać. A praca w teatrze, bądź w jakieś szkole nie za bardzo mi się opłaca. Nie dała bym rady się utrzymać. No ale praca księgowej to jest coś! Tak wiem przesadzam. Po prostu od zawsze to uwielbiałam i przypuszczam że będzie tak zawsze. Zaraził mnie tym mój ojciec… Ojciec, o którym nie potrafię mówić, ani myśleć. Ten co mnie tak bardzo skrzywdził i wyrządził tyle szkód. Tak bardzo go nienawidzę. Czasami żałuję że to właśnie on jest moimi ojcem. Bardzo bym chciała żeby ktoś mnie pokochał i umiał mi to okazać, i nigdy nie skrzywdził tak jak on. Marzę o tym od dawna, ale czy to moje marzenie się spełni tego już nie wiem, niestety, ale mam nadzieję. W sumie to podobno nadzieja umiera ostatnia. Stanęłam pod wielkim biurowcem, nie pewnie otworzyłam duże, ciężkie, czarne, oszklone drzwi. Podeszłam do windy, wisiała na niej karteczka
Winda nie czynna!!
No świetnie, będę musiała iść po schodach na piąte piętro. Wzrokiem odnalazłam drzwi z napisem schody. Po kliku minutach, moim oczom ukazały się mały szyld z napisem 5 piętro.
Weszłam do środka i bum…
~*~
Kolejny dzień, znów do pracy przynajmniej będę mógł zapomnieć o tym co wyrządziła mi Stephanie. Wszedłem do biurowca, już miałem iść do windy ale moje plany zniszczyła kartka która na niej wisiała. Nie czynna, świetnie po prostu. Udałem się w stronę drzwi, w których znajdowały się schody. Pokonałem bodajże 200 stopni, gdy w końcu znalazłem się na piętrze w którym pracuję, poszedłem do mojego biura. Jak zawsze przywitała mnie radosna Lara.
-Dzień dobry Panie Verdas!-powiedziała z uśmiechem
-Dzień dobry Lara, masz coś dla mnie?-zapytałem
-Tak, ale to raczej nic ważnego-powiedziała i podała mi pięć kopert
Nic jej nie odpowiedziałem tylko się lekko uśmiechnąłem i poszedłem do swojego biura. Przejrzałem pocztę i spojrzałem na zegarek. Wskazywał godzinę 10. O kurde, zapomniałem że ma przyjść nowa dziewczyna do księgowości. Szybko wyszedłem z biura i jak najszybciej zacząłem iść w stronę gabinetu, w którym zawsze odbywają się rozmowy kwalifikacyjne. Tuż przy samych drzwiach wpadłem a jakąś dziewczynę. W ostatniej chwili zorientowałem się że jeśli jej nie złapie spadnie.
~*~
Poczułam że się z kimś zderzam, przymknęłam oczy, byłam gotowa na bliskie spotkanie z schodami które był tuż za mną. Nic takiego się nie wydarzyło, poczułam na swojej tali czyjeś dłonie. Otworzyłam oczy, leżałam w objęciach przystojnego bruneta. Popatrzyliśmy sobie w oczy i się rozpłynęłam. Ma on w sobie coś niezwykłego, sprawia że moje serce zaczyna bić szybciej chociaż w ogóle go nie znam. Gdy dotknął mojej ręki, po całym moim ciele przeszedł przyjemy dreszcz. Pomógł mi wstać.
-Nic Ci nie jest?-zapytał mierząc mnie z góry do dołu
-Nie raczej, nie-opowiedziałam lekko śmiejąc się
-Jestem Leon Verdas-powiedział i wyciągnął w moim kierunku dłoń która od razu lekko uścisnęłam
-Violetta Castillo
-To ty chcesz zostać moją księgową!-krzyknął lekko się śmiejąc
-Na to wygląda
-Przejdźmy do gabinetu tam załatwimy wszystkie formalności-powiedział i wskazał na przeszklone drzwi
Nic nie odpowiedziałam tylko ruszyłam za szatynem. Wskazał mi miejsce żeby usiadła, posłusznie zajęłam miejsce.
-Dlaczego chcesz tą pracę?-zapytał
Chwilkę zaczęłam nad tym myśleć.
-Jeśli nie chcesz nie musisz odpowiadać
-Nie, odpowiem na to pytanie-uśmiechnął się-od dawna tym się interesuję, i obliczanie rachunków sprawia mi przyjemność
-Dlaczego akuratnie do mojej firmy przyszłaś?
-Znajoma mi powiedziała że jest to najlepsza firma w całym Buenos Aires
-Dlatego się skusiłaś i przyszłaś?
-Nie, po prostu potrzebuję tej pracy
-Masz męża albo rodzinę?
-Nie sądzę żeby to pytanie było potrzebne w mojej pracy-powiedziałam i lekko się zaśmiałam
-Ja też tak uważam, ale chcę wiedzieć czy możesz dysponować dużą ilością wolnego czasu
-Ahh skoro tak, to nie mam męża a rodzinę mam daleko stąd
-Daleko to znacz?-zapytał
-Madryt
-Jesteś z Madrytu?
-Nie koniecznie, mieszkałam tam przez osiemnaście lat
-To długo-powiedział i zaczął przeglądać moje CVI-masz 22 lata prawda?
-Tak
Nic nie odpowiedział tylko się serdecznie uśmiechnął, widzę że praca tutaj to będzie czysta przyjemność, nie żałuję że tutaj przyjechałam.

~*~
Łututu
O to rozdział 3! Jak wam się podoba? Według mnie taki średni, no ale ujdzie w tłumie xD Wiem rozdział miał być w sobotę albo w niedzielę, ale byłam na weselu i nie za bardzo miałam kiedy go dokończyć. Osoby z którymi pisze na gg wiedzą o tym :D Niestety również nie wiem kiedy będzie rozdział 4, ponieważ jutro wyjeżdżam na kilka dni. Możliwe że blogiem zajmie się moja koleżanka i coś tutaj doda ale jeszcze nic mi na ten temat nie wiadomo xD dziękuję wam za wszystkie wyświetlenia i komentarze, chociaż ich nie jest zbyt wiele. Mam nadzieję że chociaż pod tym rozdziałem będzie 5 komentarzy.


Mili 

czwartek, 14 sierpnia 2014

Rozdział 2~To koniec!


Jak zawsze obudziłem się o godzinie 8. Usiadłem na łóżku leniwie się przeciągając, spojrzałem na szafkę przy łóżku, nie było rzeczy Stephi, dziwne. Szybko wstałem i podszedłem do naszej garderoby. Tam także nie było jej rzeczy, ani walizek. Szybko wybiegłem z schodów które prowadziły do salonu. Ujrzałem ją, siedziała na sofie a obok niej stały trzy duże czarne walizki.
-Co to ma znaczyć?!-zapytałem
-Odchodzę…
-Ale jak to dlaczego?!
-Leon…-zawiesiła głos-z trudem mi przychodzi to powiedzieć ale jaa…-znów to zrobiła
-Ale co ty?!-zapytałem nie co zdenerwowany
-Jaaa Cię zdradziłam i jestem w ciąży…
-Co?! Jak mogłaś!- krzyknąłem wkurzony
-Leon jaa… Cię tak bardzo przepraszam to wyszło…sama nie wiem jak to się stało
-Naprawdę nie wiesz?! Proszę Cię nie wciskaj mi takiego kitu, po prostu pieprzyłaś się z pierwszym lepszym i tyle!
Nic nie odpowiedziała tylko spuściła głowę na dół.
-Ahh czyli mam rację?!
-Taak…-powiedziała i się rozpłakała-ja tak bardzo Cię przepraszam
-Kto jest ojcem tego dziecka?!
-Tomaas- odpowiedziała i jeszcze bardziej się rozpłakała
-Wiedziałem!- krzyknąłem –a teraz się wynoś!!
-Ale Leoon!
-To koniec!!-krzyknąłem
Nic nie odpowiedziała tylko wzięła walizki i wyszła trzaskając drzwiami. Cieszę się że się tak stało, w końcu się jej pozbyłem. Rodzice mieli rację mówiąc że z nią same kłopoty będą. A swoją drogą to tego Tomasa z chęcią bym udusił, on tak mnie wkurza jak nikt inny. To takie lelum polelum. Nie cierpię takich osób. Mam nadzieję że już nigdy więcej nie odbierze mi mojej kobiety. A jeśli to zrobi to słono tego pożałuję, ja już o to się postaram. Nie chcę  już o nim myśleć, bo aż mi się niedobrze na samą myśl o nim robi. Mam nadzieję że to dziecko nie będzie takie jak on. Swoją drogą ciekawe, czy zajmie się nim, czy w ogóle wie o tej ciąży. Znając Stephanie nie będzie chciała mu powiedzieć, ale ja już ją do tego zmuszę, podobnie i jego. Nie pozwolę żeby nie miało ojca.

Jestem już na lotnisku w Buenos Aires. Nic tutaj prawie się nie zmieniło, jak zawsze jest pięknie i kolorowo. Wszędzie wiedzę osoby czekające na swoje drugie połówki albo najbliższą rodzinę. Na mnie nikt nie czekał, nie miał kto ja nie mam nikogo. Przyzwyczaiłam się już do tego. Zabrałam swoje bagaże i ruszyłam w stronę wyjścia. Gdy byłam już przy samych dużych, białych, oszklonych drzwiach w kogoś wpadłam, omal nie wylądowałam na ziemi z wszystkimi moimi bagażami. Osoba która bezczelnie we mnie wpadła, złapała mnie. Gdy podniosłam głowę wyżej moim oczom ukazał się chłopak, bodajże w moim wieku. Pomógł mi wstać.
-Nic Ci nie jest?-zapytał
-Nie, raczej nie
-Jestem Tomas-powiedział i wyciągnął w moją stronę rękę
-Violetta-powiedziałam lekko ściskając jego dłoń
-Przepraszam Cię ale bardzo się śpieszę mam nadzieję że się jeszcze kiedyś spotkamy
Nic nie zdążyłam powiedzieć, bo nowo poznany chłopak odbiegł. Wydaję się być całkiem miły, jest też nawet całkiem przystojny. Stop! Violetta o czym ty myślisz?! Nie mogę myśleć o chłopakach, przynajmniej nie teraz. Wsiadałam do pierwszej lepszej taksówki, kierowcy dałam małą karteczkę z adresem i odjechaliśmy.

Ta Violetta wydaję się być całkiem fajna. Ładna, miła i bogata. Musi być moja, to idealna kandydatka na moją żonę. Tak mam już w stosunku co do niej takie plany, no ale najpierw musze ją odnaleźć, zdobyć jej zaufanie i ją rozkochać w sobie, później pójdzie już gładko. Będzie tak we mnie zakochana że zrobi dla mnie wszystko. Mam nadzieję że będzie w stanie dać mi te 100 tysięcy. A jeśli nie to najwyżej ją porwę dla okupu albo jej coś zrobię. Czas pokażę. Tylko żeby mnie nikt nie wyprzedził w rozkochaniu jej. Ona musi być moja i koniec. Ja już się o to postaram.
-Marco!- krzyknąłem pobiegłem w stronę swojego przyjaciela
-Tomas! Tyle lat już minęło-powiedział-Co to była za laska z którą rozmawiałeś przy wejściu?
-To Violetta, idealna kandydatka na żonę!-krzyknąłem uradowany
-W końcu, a znasz ją chociaż?
-Nie, ale jaki problem poznać
-No w sumie tak, a co z tą dziewczyną Verdasa?
-Podobno od niego odeszła
-A wyciągnęła coś kasy?
-Tak, ale mało
-Ile?
-Tylko 5 tysięcy
-Mało, myślisz że to Violetta da ci tyle kasy?
-Jeśli będzie na Maksa we mnie zakochana to powinna
-A co jeśli ci się nie uda?
-To zobaczymy

Po dwudziesto minutowej drodze, byłam już pod moim nowym mieszkaniem. W prawdzie nie jest ono duże,  ani nie jest to apartament bo mnie nie stać. To jest naprawdę całkiem przytulne. Gdy tylko weszłam bagaże zostawiłam w przed pokoju. Poszłam do swojej sypialni, była ona koloru jasno fioletowego, na środku stało duże białe drewniane łóżko, a po obydwóch stornach małe szafeczki nocne również w kolorze białym. W pomieszczeniu tuż obok znajdowała się dość duża garderoba. Następnie podreptałam do kuchni, była ona koloru żółtego a meble ciemnego brązu. Wszystko idealnie do siebie pasowało. Wyglądała na bardzo przytulną i taka też  była. Później odwiedziłam łazienkę, była ona również bardzo przytulna, występował tam kolor jasno zielony i biały. Idealnie współgrały ze sobą obydwa te kolory. Salon również był bardzo przytulny i idealne pasował do reszty wnętrza. Skórzane, kremowe sowy, podłoga ciemnego brązu w tym samym kolorze były również meble jaki i szafeczka na której stała ogromna plazma. Na podłodze tuż przy sofie i fotelach leżał biały dywanik który idealnie pasował. Gdy skończyłam oglądać mieszkanie, poszłam się wypakować, oczywiście nie wypakowałam wszystkiego tylko połowę rzeczy. Poszłam wziąć szybki prysznic i położyłam się, od razu zasnęłam.

~*~
Tak prezentuję się dwójeczka. Wiem nie za długa, ale krótka też nie jest. Przepraszam że dopiero dziś ale wcześniej nie miałam czasu, ani też siły. Osoby z którymi pisze na gg powinny wiedzieć o co chodzi. Kolejny rozdział powinien pojawić się sobota-niedziela. Jak będzie dużo komentarzy, będzie dłuższy :D Bardzo wam dziękuję za wszystkie wyświetlenia i komentarze, nawet nie wiecie ile one dla mnie znaczą. Bardzo wam za to dziękuję. Trzymajcie się <3


Mili 

wtorek, 12 sierpnia 2014

Rozdział 1~Wyjazd



Obudził mnie promienie słońca, które przedzierały się przez różowe rolety. Usiadłam na łóżku, leniwie przetarłam zaspane oczy. Na nogi założyłam różowe kapcie, podeszłam do dużych białych drzwi, lekko je otworzyłam. Zeszłam na dół, zatrzymałam się przy kalendarzu.
-To już jutro-krzyknęłam
Tak właśnie jutro zaczynam nowe życie, może nie do końca nowe ale ważne że daleko stąd. Od dawna marzyłam o takim dniu, kiedy w końcu będę mogła stąd wyjechać, zapomnieć o tym wszystkim co wydarzyło się kilka lat temu, ale też o tym co miało miejsce nie cały miesiąc temu. Podeszłam do drewnianego blatu, z szafki wyjęłam małą zieloną mieszczkę, a z drugiej płatki kukurydziane. Z lodówki wyjęłam mleko, nalałam je do miseczki i zaczęłam jeść. Po kilku minutach, brudne naczynie włożyłam do zmywarki i udałam się na górę. Poszłam do łazienki, wzięłam szybki prysznic i wykonałam wszystkie inne poranne czynności. Znów pojawiłam się w swojej sypialni. Stanęłam przed dużo biała drewnianą szafą. Otworzyłam ją, zaczęłam zastanawiać się co na siebie włożyć. Po kilku minutach zdecydowałam że włożę  zwykły czarny sweter i niebieskie jeansy. Może nie jest to do końca mój styl  i tak dziś nie idę już do pracy. Podeszłam do biurka na którym leżał mój srebny laptop. Przez ponad godzinę przeglądałam różne strony. Gdy tylko skończyłam, od razu wzięłam się za pakowanie. Zajęło mi to dość sporo czasu. Gdy skończyłam była już godzina 18. Szybko popędziłam na dół, na nogi założyłam moje białe conversy, do torebki wrzuciłam telefon i portfel. Wsiadłam do swojego mercedesa i odjechałam z piskiem opon.

Tym czasem w Buenos Aires
Właśnie spaceruję, zatłoczonymi jak zawsze uliczkami Buenos Aires. W końcu zdałem sobie sprawę że moje życie jest nudne, tylko praca i jeszcze raz praca. Czasami tylko wyjdę na jakąś imprezę, tak nie może być! Ja muszę coś z tym zrobić. Tylko co?! Moje rozmyślenia przerwał telefon. Dzwoniła Stephi, jak zawsze….
-Leon kochanie gdzie jesteś-zapytała
-Emm…-nie wiedziałem co powiedzieć-Musiałem zostać dłużej w pracy
-Znów?!-zapytała z poirytowaniem
-No tak, przecież wiesz, przygotowuję ważny projekt
-No dobrze, pamiętaj że na ciebie czekam
Nic nie odpowiedziałem tylko nacisnąłem czerwoną słuchawkę. Ta kobieta nie daję mi żyć! Co z tego że to moja dziewczyna, jak ciągłe chcę żebym z nią chodził na zakupy. Podobno mnie kocha, ale mi się wydaję że ona jest ze mną tylko dla moich pieniędzy. A czy ja ją kocham? Często o tym myślę i wydaję mi się że nie… chociaż sam tego nie wiem. Gdy szedłem tak zamyślony, nagle poczułem że się z kimś zderzam, w ostatniej chwili się ocknąłem i złapałem drobną brunetkę. Dziewczyna szybko wyswobodziła się z mojego uścisku, otrzepała spódniczkę, podniosła głowę go góry i zaniemówiłem.
-Laraaa?-zapytałem z nadzieją że to ona
-Leon-powiedziała i rzuciła mi się na szyję-tyle lat minęło od naszego spotkania, ohoho jakiś ty przystojny-powiedziała bacznie przyglądając mi się
-Tak, dokładnie pięć lat, no wiadomo, a ty jak zwykle śliczna i z poczuciem humoru
Dziewczyna nic nie odpowiedziała tylko się serdecznie uśmiechnęła. Resztę popołudnia spędziłem w towarzystwie Lary. No właśnie kto to Lara, to moja kuzynka która właśnie wróciła z Londynu. Mieszkała tam aż pięć lat. Od zawsze marzyłem, żeby tam pojechać, od zawsze też marzyłem o pięknej kobiecie, która będzie mnie kochać a ja ją, ale ani jedno z moich marzeń jeszcze się nie spełniło, chociaż mam małą nadzieję że się to stanie już nie długo. Tylko jest jeden problem, Stephi… Ona tak łatwo mnie nie zostawi, niestety. Moi rodzice nie są zadowoleni że to właśnie z nią chcę spędzić resztę życia, to znaczy ona tak twierdzi ja mam zupełnie inne zdanie. To nie jest dziewczyna w moim stylu, nigdy nią nie była. Już nie długo przestanie, ze mną mieszkać i ciągle marudzić że jak ja to ją zaniedbuję
Właśnie wróciłem do domu, znając ją nieźle mi się dostanie no ale nic, jakoś to przeżyję.
-Leon gdzieś ty do cholery był?!-a nie mówiłem-Wiesz która godzina?!
-Stephi kochanie, spotkałem Larę…-nie skończyłem bo mi przerwała
-Ty mnie zdradasz!-krzyknęła a jej oczy zaszły łzami  
-Daj mi to wytłumaczyć- sam się również nieźle wkurzyłem
Nic nie powiedziała, tylko uciekła z płaczem na górę. Nie pójdę do niej, bo doskonale wiem że robi to specjalnie. Było już tak kilka a nawet kilkanaście razy. Usiadłem na kanapie i włączyłem telewizor.

Następnego dnia
To już dziś, nie mogę w to uwierzyć ale tak bardzo się cieszę. Do obydwóch rąk wzięłam walizki, ostatni raz spojrzałam na swój… nasz dom. Powiedziałam ciche żegnaj i wsiadłam do taksówki. Po kilku minutowej drodze, byłam już na lotnisku. Gdy tylko weszłam do dużego budynku usłyszałam głos.
Pasażerowie Madryt-Buenos Aires proszeni są o udanie się na pas odprawy numer 23
Zaczęłam pędzić jak szalona, mało nie gubiąc szpilek i torebki. Ostatecznie byłam trzecia w bardzo długiej kolejce. Gdy przeszłam odprawę mogła wsiąść do samolotu, jak zawszę wybrałam miejsce przy oknie. Po dziesięciu minutach samolot wystartował, ostatni raz spojrzałam na Madryt i wyszeptałam ciche żegnaj.

~*~
Tak o to prezentuję się jedyneczka
Jak wam się podoba? Według mnie jest całkiem ok. Zajęła mi ona calutkie dwie strony w Wordzie :D Dziękuję wam za wszystkie wyświetlenia i komentarze to dla mnie dużo znaczy. Rozdział trzeci już nie długo. Trzymajcie się!






    Mili

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Prolog


Wiesz jak to jest, stracić wszystko?
 Zaczynać nowe, a jednak stare życie? Ty masz szczęście, nie wiesz jak to jest. 
Dokładnie dziś, zaczynam wszystko od nowa. Nowe miasto,nowa praca, znajomi. 
Wszystko nowe z wyjątkiem mnie,nadal jestem tą samą nie śmiałą Violettą.
A może jednak nie tą samą?
Może mniej nie śmiałą i bardziej pewniejszą siebie?
Jak potoczy się mój los?
Czy odnajdę swoją prawdziwą miłość?

  




Mili 

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Początek nowej przygody...


Nowy blog, pusta biała strona, zero wyświetleń.*


To właśnie dziś, właśnie tutaj zaczyna się początek nowej przygody. 
To na pewno będzie nie zwykłe przeżycie. 

"To co dziś jest rzeczywistością, wczoraj było nie realne."

To właśnie tutaj, będę pisać swoją własną historię.
Może będzie niezwykła a może zwyczajna.
Może coś z tego co napisze pozostanie wam na zawszę w sercu.

O czym jest historia? 
Na początek o Leonettcie, później się zobaczy.

Dlaczego założyłaś bloga?
Od zawsze o tym marzyłam, a teraz obiecałam sobie
 spełniać te najbardziej realne marzenia.

Kiedy prolog? 
Wkrótce.

Mam nadzieję że opowiadanie wam się spodoba i będziecie mnie czytać. 
   
Mili